Można powiedzieć że odgrzewam dość chłodny już kotlet ale cały czas denerwuje mnie ta cała sytuacja z Rodżerem. Dostał on obywatelstwo w tak krótkim czasie, a Mauro Cantoro który w polskiej lidze gra od 2001r. (na dość wysokim poziomie) musiał czekać kilka lat, pomimo tego że w przeciwieństwie do Guerreiro ma polskie korzenie. W sumie nie było mu ono aż tak potrzebne, ot, byle sobie wpisać w dowodzie, do kolekcji, wszak ma już Argentyńskie i Włoskie, ale liczy się sam fakt.
Lechowi to się właściwie nie dziwię że zareagował, jego poparcie cały czas spada więc żeby odbić się od dna używa takich Pijarowskich sztuczek jak żałoba narodowa czy teraz nadanie obywatelstwa. Ja oczywiście jestem zdania że takie czynności powinny być stosowane w sytuacjach naprawdę wysokiej wagi, ale część polaków pewnie się i na to nabierze.
Wróćmy jednak do Rogera. Gdyby chociaż miał jakiegoś pra-pra dziada Polaka, gdyby płynęły w nim chociaż popłuczyny polskiej krwi, zniósłbym to. Gdyby mieszkał tu dłużej i miał żonę polkę jak Olisadebe, zrozumiałbym to. Gdyby chociaż, do cholery umiał mówić po polsku, tolerowałbym to. Ale nie, Roger się z nas śmieje kalecząc Polski Hymn, „śpiewając” go z perfidnym uśmieszkiem, żałośniej niż Edyta w 2002. Strasznie mi to działa na nerwy. Może i dobry z niego piłkarz, ale czym on sobie zasłużył na to żeby jechać do Austrii. Nie wiemy nawet czy równie dobrze jak w Legii będzie grał w reprezentacji. Jest przecież wielu piłkarzy którzy w klubach grają świetnie, a gdy przychodzi mecz w reprezentacji nie mogą sobie poradzić z presją wyniku, oczekiwaniami kibiców czy w końcu ze zgraniem z resztą drużyny.
Skąd Beenhakker wie że z Rogerem będzie inaczej? Nie spodziewałem się po nim takich pochopnych decyzji. Chociaż teraz, kiedy wokół niego zrobiło się tyle, jakże polskiego szumu, może poczuł się wszechwiedzący? Pominę jednak na razie tą kwestię, bo to już temat na osobny wpis.
Czytelnicy (jest przecież was tak wielu ;) ), zostawcie proszę swoją opinię na ten temat w komentarzach.
Pozdrawiam